

Do tego, jak się ma łasucha obok...który pałaszuje z drugim łasuchem to, co jeszcze ciepłe zostało pokrojone do ostygnięcia...to trudno jest się powstrzymać :)
Tym sposobem efekt końcowy nie został uwieczniony...ale wyszło pysznie i pięknie kawałki dyni wpasowały się w całokształt...
W ruch poszła herbata, jaką przywiozłam z Londynu jakiś czas temu...jest bardzo delikatna, a po tym, jak zrobiłam mleko migdałowe, postanowiłam zaparzyć w nim odrobinę herbaty.
D - mąkę orkiszową przesiałam przez sitko, mniej więcej trzy szklanki
O - szczypta kurkumy
Z - zaparzona herbata w mleku migdałowo-słonecznikowym
Z - około szklanki oliwy
Z - melasy trzcinowej dwie łyżki, szklanka ciepłego mleka roślinnego zaparzoną herbatą i z naturalną wanilią
M - szczypta mielonego cynamonu, goździków, anyżu
W - soda oczyszczona
D - łyżka octu jabłkowego
D - karob, lub może być kakao
Z - owoce goji, kawałki dyni i ja dorzuciłam, żeby się nie zmarnowało to, co pozostało w sitku urządzenia do robienia mleka roślinnego, czyli zmielone migdały i słonecznik
Wszystko wspólnie wymieszałam, nastawiłam piekarnik na godzinę czasu na temperaturę 180 stopni, wierzch opruszyłam wiórkami kokosowymi...


Ostatnio dynię jem codziennie, jak skończę detox to odczekam trochę i zrobię sobie taki deser:)
OdpowiedzUsuńJest pyszne...:) polecam :)
OdpowiedzUsuń